CZŁOWIEK
JOJO.
Od 102 kg do 73 kg i z powrotem — i dlaczego właśnie rucking wygrał
Nota od autora
Mam 190 cm wzrostu, 37 lat. W życiu ważyłem już i 102 kg, i 73 kg. To nie będzie poradnik typu „jedz sałatę i licz kalorie" — tylko historia tego, co faktycznie działa, a co nie. Ten artykuł celowo nie ma zdjęć „przed i po". Niech obrazy stworzą się w Twojej głowie.
Od bułkowatego przedszkolaka do chudego Spartanina
W przedszkolu i podstawówce byłem zawsze największy — wysoki, masywny, trochę bułkowaty.
W gimnazjum odkryłem rower i siatkówkę. Nagle zrobiłem się szczupły, beztroski, lekki.
Potem studia. Alkohol, papierosy, szybkie jedzenie.
Miałem 17 lat, brak wiedzy o jedzeniu i coraz mniej ruchu. Kilogramy weszły szybko.
Pierwsze zrywy
W święta wielkanocne poczułem nagle ochotę na bieganie. Mój szwagier — zawsze imponował wynikami — zabrał mnie na trasę. 2 km i... koniec. Sapnięcia, stękania, tętno jak werbel. Pękło.
Ale powiedziałem głośno: „tak być nie będzie".
Zacząłem czytać, liczyć kalorie, uczyć się. Nawet wyczytałem, że każdy kilogram mniej to 2 sekundy szybciej na kilometr. Więc zszedłem do 72 kg.
Zima, brak słońca, słaba głowa i wróciły stare nałogi. Waga szybko znów poszła w górę.
Alkohol, wino i czołg ego
Około 28 roku życia wiedziałem już jak jeść — nie jadłem chipsów czy ciastka o 22. Ale wpadłem w inną pułapkę: weekendowe alkohole, whiskey do książki wieczorem. Kac rano i zmarnowany dzień.
Często widzę ludzi z nadwagą, którzy biegną na zbyt wysokiej intensywności — z otwartymi ustami, na skraju oddechu, pot leje się strumieniami. Widzę w tym siebie sprzed kilku lat.
Nikt mi nie powiedział, że robię to źle. A może mówili — ale nie słyszałem. Myślałem, że jestem twardy, że „dam radę na siłę". Tymczasem organizm pracował przeciwko mnie, a ja byłem zbyt uparty, żeby to zauważyć.
Rewolucja oddechu
Kiedyś jadąc A4 poczułem, że nie chce mi się oddychać. Wypuściłem powietrze i trwałem tak chwilę, zastanawiając się, czy to depresja.
W domu zacząłem szukać — i trafiłem na Wima Hofa. Kupiłem jego książkę i do darmowej wysyłki dorzuciłem Tlenową przewagę. To była rewolucja.
Zacząłem uczyć się oddychać przez nos, nawet zaklejałem usta na noc. Zrozumiałem, że oddech to klucz.
Problem? Nie mogłem biegać z zamkniętymi ustami — jakaś wydzielina blokowała drogi. Więc biegałem wolniej, potem szybki marsz. A żeby było trudniej — założyłem plecak i wrzuciłem do niego żelazo z siłowni.
„Idę wyprowadzić ciężarki" — mówiłem do sąsiadów z psami.
I tak na plecach przyjąłem ciężar, a do serca rucking.
Dlaczego Rucking wygrywa z bieganiem
Pułapka wysokiej intensywności
Bieganie w bardzo wysokich strefach tętna (u mnie często powyżej 180 bpm), przy małej ilości snu i chronicznym stresie, potrafi rozwalić regenerację: rośnie apetyt na szybkie węglowodany, spada jakość snu i motywacja. Ciało chętniej „trzyma" rezerwy energetyczne.
Dlatego wielu biegaczy amatorów, mimo regularnych treningów, wygląda na wiecznie zmęczonych i ma problemy z redukcją tkanki tłuszczowej. „Ciskają" jak szaleni, a ciało pracuje przeciwko nim.
Rucking to marsz z ciężarem. Możesz oddychać przez nos, serce bije stabilnie, hormony są w równowadze. Zamiast katować się kortyzolem — budujesz bazę, wzmacniasz ciało i spalasz tłuszcz. Utrzymuję tętno w strefie 2 (Z2), dzięki czemu mogę robić więcej pracy tygodniowo bez przeciążania układu nerwowego.
Sprinterzy wyglądają jak maszyny, ultrasi często jak cienie. Rucker? Ma wytrzymałość bez wyniszczania hormonów.
Pełny system — mindset, nauka o spalaniu i proste zasady — zebrałem w przewodniku po odchudzaniu z ruckingiem.
Uwaga
To moje doświadczenia, nie uniwersalna recepta. Przed dużymi zmianami w treningu skonsultuj się z lekarzem, szczególnie jeśli masz problemy z sercem, kręgosłupem lub układem oddechowym. Zaklejanie ust do snu nie jest dla każdego — przy bezdechu sennym, przewlekłej niedrożności nosa lub lękach skonsultuj to z lekarzem.
Co działa u mnie
Sen — Garmin pomaga mi monitorować, stawiam na jakość i powtarzalność.
Czysta miska i białko — im więcej czystego jedzenia, tym organizm sam odrzuca syf.
Rucking jako cel — nie odchudzam się dla samego chudnięcia. Chudnę przy okazji czegoś większego — marszu, siły, charakteru.
Brak poczucia winy — jak mam wpadkę (np. wesele), cieszę się tym. Bo wiem, że następnego dnia mogę wrócić do lasu i zrobić robotę.
Człowiek JoJo
Waga góra-dół. Byłem już szczupły, byłem ciężki. Wielokrotne procesy tycia i chudnięcia dały mi ogromną wiedzę o swoim ciele i umyśle. To nie był czas walki na próżno — każdy taki cykl był wartościowy i cieszę się, że tego doświadczyłem.
Kiedy byłem przy 73 kg, poznałem granice swojej motywacji i nauki o restrykcji. Nauczyłem się, jak ciało reaguje na deficyt kaloryczny, jak zmienia się metabolizm, jak hormony wpływają na nastrój i energię. Odkryłem swoje słabości: brak cierpliwości, perfekcjonizm, skłonność do ekstremalnych rozwiązań.
Gdy waga wróciła w górę, poznałem mechanizmy ucieczki: stres-jedzenie, usprawiedliwianie, sabotowanie postanowień. Ale też nauczyłem się akceptacji i rozpoczynania od nowa bez poczucia winy.
Każdy cykl „JoJo" pokazał mi coś nowego o sobie: jak działają moje reakcje obronne, jakie są moje prawdziwe priorytety, ile wytrwałości rzeczywiście mam. To była nauka o psychologii, biologii, charakterze — nie porażka, lecz eksperymentowanie na sobie.
Dlatego jestem człowiekiem JoJo i nie wstydzę się tego. Ta wiedza, którą zdobyłem o sobie przez lata „góra-dół", jest bezcenna. Bez tych doświadczeń nigdy nie zrozumiałbym, dlaczego rucking jest dla mnie tym właściwym rozwiązaniem.
Dlatego rucking
Mogę być silny i coraz silniejszy. A jednocześnie chudnę — bo choć rucking sam w sobie nie spala więcej kalorii niż bieganie, to w moim przypadku mogę trenować częściej i dłużej, co przekłada się na większą ilość spalanych kalorii. Bez presji, bez kontuzji, bez walki z własnym ciałem.
To nie jest poradnik. To moja historia. A jeśli masz swoją — opowiedz ją. Bo w ruckingu każdy krok, każdy oddech, każdy kilogram mniej na plecach albo na wadze — to część większej przemiany.
Historia w toku
Ten wpis nie jest skończony. W moim życiu było wiele więcej historii, które kiedyś ten wpis uzupełnią. Dziś ważę 91 kg i nie wyglądam i nie czuję się tak, jakbym chciał. I bardzo dobrze, bo mam jeszcze cele przed sobą, wyzwania i drogę do przebycia. Z plecakiem na plecach. Ciąg dalszy nastąpi...
Autor
Jakub Urbanik — manager sprzedaży z Rzeszowa, rucker z 18–27 kg na plecach (max 40 kg). Pełna historia — Moja droga do ruckingu.