JEDZENIE NA TRASIE · 16 min czytania

ALL INCLUSIVE,
ALE JESTEŚ HARPAGANEM.

Na długim dystansie z trasy zdejmują nie tylko nogi. Brzuch i pusty bak są wśród najczęstszych powodów zejścia. Tu masz policzone, ile i czego jeść na godzinę, żeby nie zgadywać tego w nocy na trasie.

W skrócie · wariant podstawowy

60 + 30 = 90 gmaltodekstryna + fruktoza na godzinę
500 ml = 2 hflask sypany podwójnie, 8 porcji
co 15 minalarm w zegarku: porcja i woda

Przepis · Kalkulator · Karta na przepak (PDF)

Skąd to jest

Uczciwie: Setki Komandosa nie przeszedłem — mój najdłuższy dystans to pięćdziesiąt kilometrów, więc wszystko, co dalej niż to, jest dla mnie teorią. Dlatego ten tekst stoi nie na moim doświadczeniu, tylko na trzech źródłach: badaniach nad wysiłkiem wytrzymałościowym, praktyce biegów ultra i kolarstwa — bo stamtąd pochodzi wiedza o dawkowaniu — oraz ankiecie, na którą odpowiedziało sześćdziesiąt pięć osób ze środowiska Biegów Komandosa.

Wyrósł z przewodnika Czym jest Wielki Szlem Komandosa — tam są zasady, plecak i buty. Tu jest wyłącznie to, co jesz i pijesz między startem a metą — dla kogoś, kto lubi mieć policzone i zaprocesowane. Tak jak ja.

Rozpoznanie bez boju

Ultrasi mają na to powiedzenie: biegi ultra to zawody w jedzeniu i piciu. Brzmi jak żart, ale trasa je potwierdza — jednym z najczęstszych powodów zejścia z trasy nie jest brak nóg, tylko brzuch albo pusty bak, do spółki z tabletkami przeciwbólowymi na pusty żołądek, wychłodzeniem, kontuzją i odciskami. Objawy żywieniowe, które wracają najczęściej:

Reszta tekstu to plan, jak nie zaliczyć żadnego z nich — i wyciągnąć z trasy więcej niż samo ukończenie.

Rozdziel swoje assety

W bukłaku czysta woda. Kuszące jest wlać tam gotową mieszankę węglowodanową, ale bukłak z odżywką robi się siedliskiem, którego nie wyczyścisz — wąż i zawór są nie do wyszorowania, a przy wielogodzinnym wysiłku w cieple to nie jest teoretyczny problem. Woda zostaje wodą.

Węglowodany osobno, we flasku. Maltodekstryna z fruktozą i cytrynianem sodu, wymieszane w małym flasku. Wtedy pijesz do pragnienia z bukłaka, a energię dozujesz świadomie, nie przy okazji.

Ustaw sobie przypomnienie. Na długim dystansie głód przychodzi za późno, a kiedy przyjdzie, jest już po zawodach. Alarm w zegarku co kwadrans — i nie jako mgliste „zjedz coś", tylko jako odmierzona porcja — ile dokładnie, zobaczysz niżej przy przepisie. Prościej niż jakikolwiek plan, bo działa wtedy, kiedy przestajesz myśleć.

Chemia w służbie ruckera

Cała skuteczność polega na tym, żeby cukry były dwa. Maltodekstryna to sklejona glukoza. Wchodzi z jelita do krwi jedną bramką, która przepuszcza mniej więcej gram na minutę — stąd sufit sześćdziesięciu gramów na godzinę i stąd to, że dosypanie czystej glukozy niczego nie zmienia: to ta sama bramka. Fruktoza ma bramkę osobną — węższą, ale własną. Dwie części maltodekstryny na jedną część fruktozy podnoszą sufit do dziewięćdziesięciu. To jest jedyny powód, dla którego w tym flasku są dwa proszki, a nie jeden — i warto przy okazji zajrzeć na etykiety swoich żeli, bo sporo z nich ma fruktozę w składzie.

Ile organizm może przyjąć energii z cukrów na godzinę: maltodekstryna wchodzi bramką SGLT1 z limitem 60 g/h, fruktoza bramką GLUT5 około 30 g/h, czyli razem 90 g/h przy proporcji 2:1; krok wyżej, po tygodniach: około 48 g/h fruktozy, czyli razem około 108 g/h przy proporcji 1:0,8.
Dwie bramki, dwa cukry: maltodekstryna wypełnia SGLT1 do 60 g/h, fruktoza własną bramką GLUT5 dokłada około 30. Po tygodniach, jak wszystko gra, krok wyżej to około 48, czyli proporcja 1:0,8. Dosypanie zwykłej glukozy nic nie daje — stanęłaby w kolejce do tej samej, pełnej już bramki.

Dla ciekawych: te bramki to białka SGLT1 i GLUT5. Pierwsza pracuje w parze z sodem, ale jelito wylewa go do środka samo, z żółcią i sokiem trzustkowym — dosypanie sodu do flaska niczego tu nie przyspiesza. Cytrynian jest za pot, nie za cukier.

I tu jest haczyk. Bramka fruktozy przepuszcza duże dawki dopiero u kogoś, kto to jelito wytrenował. U nieprzyzwyczajonego fruktoza, która się nie wchłonęła, nie znika — zostaje w jelicie i fermentuje. To jest dokładnie ta rewolucja żołądkowa w połowie dystansu, za którą zwykle obrywają żele. I często słusznie — tylko winowajcą nie jest „chemia", lecz dawka fruktozy w ich składzie, do której nikt wcześniej jelita nie przyzwyczaił. Ta sama fruktoza z flaska zrobi dokładnie to samo.

Tej dawki się nie wybiera, tylko się ją wytrenowuje — i nie zależy ona od tego, ile ważysz. Dawkę podaje się w gramach na godzinę, a nie na kilogram masy ciała, bo związku z masą ciała nie znaleziono; stukilogramowy ma tę samą bramkę co sześćdziesięciokilogramowy.

Zależy za to od czasu — dziewięćdziesiąt ma sens powyżej dwóch i pół, trzech godzin, czyli na Setce i na maratonie, a nie na Biegu o Nóż — i od żołądka. Jak go tam doprowadzić — protokół jest niżej, przy jelicie.

Sodu od trzystu do sześciuset miligramów na godzinę — typowe widełki z praktyki ultra, nie mój pomiar. Cytrynian sodu to w niecałej jednej czwartej sód: gram proszku daje około 235 miligramów. Wychodzi od 1,3 do 2,5 grama cytrynianu na każdą godzinę wysiłku. To są widełki, nie recepta. I w odróżnieniu od węglowodanów sód zależy od tego, kim jesteś: cięższy zawodnik w upale wypaca go więcej niż lżejszy w chłodzie. Komu po biegu zostają białe smugi soli na czapce, ten siedzi bliżej górnej granicy. Idziesz wolno w zimnie i prawie się nie pocisz — trzymaj się dolnej.

Kwasek cytrynowy do smaku. Sam cytrynian sodu smakuje mydlano-słono i po kilku godzinach przestajesz po flask sięgać — a mikstura, której nie pijesz, nie działa. Szczypta kwasku ścina ten posmak, a kwaśne jest tym, co po sześciu godzinach słodkich żeli jeszcze przechodzi przez gardło. Świeży sok z cytryny czy limonki robi to samo, ale ma miąższ, nie odmierzysz go i po pół dnia w cieple jest dokładnie tym problemem, przez który mieszanka nie trafia do bukłaka. Proszek w plecaku nie zepsuje się na jeden bieg. Po biegu przepłucz usta czystą wodą — kilka godzin sączenia czegoś kwaśnego zostawia ślad na szkliwie.

I rzecz, która jest ważniejsza od każdej z tych liczb: sód nie chroni przed przewodnieniem. Chroni przed nim picie do pragnienia, a nie na zapas. Największe kłopoty na długich dystansach mają nie ci, którzy wypili za mało, tylko ci, którzy wlali w siebie więcej, niż potrzebowali.

Przeczytaj, zanim przepiszesz tabelę

Nie jestem dietetykiem ani lekarzem. Poniżej jest przepis złożony z badań nad wysiłkiem wytrzymałościowym i z praktyki biegów ultra i kolarstwa — nie recepta wystawiona tobie.

Dawka to sześćdziesiąt gramów maltodekstryny i trzydzieści fruktozy na godzinę. Najpierw ćwiczysz ją na treningowych marszach, nigdy pierwszy raz na starcie. Żołądek marudzi — schodzisz niżej i wracasz do niej, kiedy się uspokoi.

Są też ludzie, dla których ta tabela się nie nadaje: nietolerancja albo złe wchłanianie fruktozy — fruktoza jest tu jedną trzecią składu; cukrzyca; choroba nerek, nadciśnienie albo dieta niskosodowa — przy sześciuset miligramach sodu na godzinę przez dwudziestogodzinną Setkę uzbiera się dwanaście gramów sodu z samego picia. Jesteś w którejś z tych grup — ustaw to z lekarzem, nie z artykułem.

Przepis na flask: 500 ml i 750 ml

Przepis na flask 500 ml i 750 ml — składniki i ilości
Składnik500 ml750 mlPo co
Maltodekstryna120 g180 gpierwsza bramka · 60 g na godzinę
Fruktoza60 g90 gdruga bramka · 30 g na godzinę
Cytrynian sodu3–5 g4–7 gsód
Kwasek cytrynowyszczyptaszczyptasmak
Wodado kreski 450 mldo kreski 700 mlkreska to gotowa mikstura, nie dolana woda; po sam korek się nie zamknie
Wychodzi180 g
2 h · 8 porcji
270 g
3 h · 12 porcji
90 g węgli na godzinę
  • Na godzinę: 60 g maltodekstryny i 30 g fruktozy. Flask 500 mieści dwie takie godziny, flask 750 — trzy.
  • Przygotowanie: proszek najpierw, potem woda do kreski 450 ml (w flasku 750 — do 700). Nie po sam korek: miękki flask nalany do końca nie da się zamknąć bez rozlania.
  • Popijanie: to koncentrat, około 40 g węgli na 100 ml, kilka razy mocniejszy niż izotonik ze sklepu. Każdą porcję popij z bukłaka, zwykle około szklanki. To rozcieńczenie porcji, nie picie na zapas: poza tym pijesz do pragnienia.
  • Cytrynian sodu: licz na czas, nie na flask — od 1,3 do 2,5 g na każdą godzinę. Dla prostoty 1,5 g na godzinę, czyli 3 g na mały flask.

Wszystkie trzy proszki kupisz w internetowych sklepach z surowcami spożywczymi i na Allegro — szukaj: maltodekstryna, fruktoza krystaliczna, cytrynian sodu E331. Kilogram maltodekstryny to kilkanaście złotych i starcza na kilkanaście flasków (ceny: Allegro, wrzesień 2026).

Jak gęsto — i nie gęściej

Sufit to czterdzieści gramów cukru na każde sto mililitrów syropu w flasku. Flask 500 nalany do pełna, do kreski czterysta pięćdziesiąt, mieści przy tym suficie sto osiemdziesiąt gramów, czyli dwie godziny po dziewięćdziesiąt. Przepis z tabeli wyżej jest dokładnie na tej granicy. Masz do pokrycia więcej godzin? Bierzesz większy flask albo drugi, nie gęstszy syrop.

Gęściej nie ma po co z dwóch powodów. Pierwszy: bramka w jelicie i tak przepuszcza gram na minutę, więc mocniejszy syrop niczego nie przyspiesza. Drugi: żołądek oddaje jelitu tym wolniej, im więcej węgli siedzi w porcji. W badaniu z roztworami polimeru glukozy — a maltodekstryna to właśnie polimer glukozy — rozcieńczony, cztery gramy na sto mililitrów, tracił połowę objętości w kwadrans; stężony, dziewiętnaście gramów na sto, w ponad godzinę. Gęstsza porcja nie wchodzi szybciej, tylko dłużej leży w brzuchu. A napoje powyżej dwunastu gramów na sto mililitrów to w badaniach nad triathlonem właśnie te, po których ludzie zgłaszali problemy żołądkowe.

Ten koncentrat działa tylko dlatego, że każdą porcję popijasz: jedna ósma flaska, czyli ponad dwadzieścia gramów cukru w niecałych sześćdziesięciu mililitrach, plus szklanka wody z bukłaka to w żołądku mniej więcej poziom izotonika. Bez popicia to jest żel w płynie — a żel je się z wodą.

Czy przy takim flasku żele są w ogóle potrzebne? Nie muszą być. Flask dowozi dokładnie te same cukry, tylko w proszku i za ułamek ceny: cały flask na dwie godziny, sto osiemdziesiąt gramów węgli z proszków, to około trzech złotych, ten sam ładunek w żelach — kilkadziesiąt złotych, zależnie od marki. Żel to wygoda i odmiana smaku, a nie coś, czego mikstura nie potrafi. W ankiecie żele wymienia dwadzieścia siedem osób z sześćdziesięciu pięciu — najczęstsze paliwo — i ma to sens wszędzie tam, gdzie nie chcesz nic mieszać: jeden do kieszeni munduru, bez flaska i bez ważenia proszku.

Nie odmierzaj tego na trasie gramami — odmierzaj flaskiem. Flask 500 to osiem porcji, flask 750 — dwanaście. Porcja na każdy sygnał zegarka, czyli co kwadrans, to jedna ósma małego flaska: trochę ponad pięćdziesiąt mililitrów, około dwudziestu dwóch gramów węglowodanów. Na treningu sprawdź, ile twoich łyków daje jedną porcję — u mnie dwa. Mały schodzi w dwie godziny, duży w trzy — i wychodzi równo dziewięćdziesiąt gramów na godzinę, bez rachunków w głowie na czterdziestym kilometrze.

Miękki flask 500 ml z fabryczną skalą co 50 mililitrów, obok kieszeń na flask, na jasnym granicie.
Mój flask, 500 ml. Nalany do kreski 450 schodzi w ośmiu porcjach, co kwadrans jedna. Fot. Jakub (tło podmienione).

Więcej godzin to kolejny flask, nie gęstszy syrop. Do przepaku spakuj proszek już odmierzony, po jednej torebce na flask. O trzeciej w nocy nikt nie waży maltodekstryny.

Kalkulator flaska

Tabela wyżej to pełny flask: dwie albo trzy godziny. Kalkulator liczy ten sam przepis na inny czas: sześćdziesiąt gramów maltodekstryny na każdą godzinę plus fruktoza, a flask nalewasz do pełna. Wydłużasz czas, a flask pokazuje, jak gęsty robi się syrop. Powyżej czterdziestu procent kalkulator blokuje wybór: taki czas to drugi flask, nie gęstszy syrop.

Flask
0%blokada 40%

Fruktoza
Czas wysiłku

Wsyp do flaska
Maltodekstryna 60 g × 2 h120 g
Fruktoza 30 g × 2 h60 g
Cytrynian sodu stała, ok. 350 mg sodu na godzinę3 g
Kwasek cytrynowyszczypta
Woda proszek najpierw, potem wodado kreski 450 ml

Proporcje: 2:1 przy fruktozie 30 g/h, 1:0,8 przy 48. Dlaczego dwa proszki, wyjaśnia „Chemia w służbie ruckera" wyżej.

Wersja do worka przepakowego: karta na przepak (PDF, A4) — przepis, budzik, sód i protokół ratunkowy na jednej kartce do wydrukowania.

Dlaczego mała porcja co kwadrans, a nie pół flaska raz na godzinę? Dwadzieścia parę gramów w kilkudziesięciu mililitrach, popite wodą, żołądek oddaje jelitu spokojnie. Dużą porcję wlaną naraz przytrzymuje — im gęstsza i większa porcja, tym wolniej ją wypuszcza. Większy łyk nie przyspiesza wchłaniania — przenosi ciężar do brzucha i tam zostaje.

Jeśli bierzesz żele, obowiązuje jedna zasada: liczą się do tej samej puli. Żel z dwudziestoma pięcioma gramami węglowodanów to mniej więcej jedna porcja z flaska, nie dodatek ponad nią. Najprościej: zjadłeś żel — opuszczasz następny sygnał zegarka, bo inaczej dokładasz cukier ponad to, co przepuszczają bramki, i dowiesz się o tym żołądkiem.

Krok wyżej: 60 + 48, czyli proporcja 1:0,8

W sieci krąży proporcja 1:0,8 z etykietą „ta najlepsza". Jest prawdziwa, tylko dotyczy maltodekstryny do fruktozy — nie maltodekstryny do glukozy. Między maltodekstryną a glukozą żadna proporcja nic nie zmienia, bo dla jelita to ten sam cukier w dwóch opakowaniach. Dlatego w przepisie wyżej glukozy nie ma wcale — jest maltodekstryna i fruktoza, czyli dwie różne bramki.

Druga rzecz: 1:0,8 to sześćdziesiąt gramów maltodekstryny i około czterdziestu ośmiu fruktozy na godzinę, razem blisko stu dziesięciu. To krok dla zaawansowanych: po tygodniach, kiedy sześćdziesiąt plus trzydzieści przechodzi na długich marszach bez marudzenia żołądka. Flask 500 starcza wtedy na półtorej godziny, bo na dwie wyszłoby gęściej niż sufit — kalkulator wyżej policzy to po kliknięciu „48 g/h". Zalecenia dla ultra kończą się w okolicach dziewięćdziesięciu gramów na godzinę, więc to jest opcja, nie standard: na pierwszej Setce, w tempie marszowym, nie masz po co jej dźwigać.

Jelito trenuje się jak łydki

Wszystkie liczby wyżej mają jeden warunek: jelito musi być do nich przyzwyczajone. Dobra wiadomość — ono adaptuje się jak każda inna tkanka. Regularne podawanie węglowodanów w trakcie wysiłku zwiększa przepustowość bramek w jelicie i tolerancję żołądka; po kilku tygodniach dawka, która kiedyś kończyła się rewolucją, przechodzi niezauważona. W literaturze nazywa się to wprost: train the gut.

Protokół jest prosty i nie wymaga niczego ponad to, co i tak robisz:

Setka to nie jest bieg na samym cukrze

Wszystko powyżej dotyczy paliwa płynnego, bo na dystansach do maratonu włącznie — także tego komandoskiego — ono wystarcza. Na Setce nie wystarcza i mówią to zgodnie ludzie, którzy ją przeszli. Problemem po kilkunastu godzinach nie są kalorie — problemem jest to, że słodkie przestaje wchodzić.

„Nie tylko słodkie trzeba zabrać, po sześćdziesiątym kilometrze już średnio wchodzi."

Anonimowy Harpagan 3–5 biegów

„Jedzenie: kanapki, kabanosy — nie tylko żele."

Stefan

Setka jest do tego przystosowana lepiej niż reszta cyklu. Jedzenie i picie stoi na starcie i mecie każdego okrążenia, czyli co dwadzieścia kilometrów — a tam czeka też twój przepak. To jest miejsce na jedzenie stałe: na przepaku albo w pierwszych minutach marszu z niego, z kanapką w ręku — byle nie w biegu. Idziesz w tempie marszowym, więc żołądek to udźwignie. Przy tempie biegowym już nie, i dlatego na maratonie ta rada nie działa tak samo.

Jedzenie stałe pojawia się w co trzeciej odpowiedzi (dziewiętnaście osób z sześćdziesięciu pięciu). Wracają cztery rzeczy: kanapki — u jednego z nutellą i dżemem, u innego bułki; kabanosy i boczek; coś słonego, choćby precelki; i coś ciepłego na przepaku — zupa, herbata albo kawa. To ostatnie waży więcej, niż wynika z kalorii — Setka startuje o dwudziestej drugiej i noc spędzasz na trasie.

„Na piętnaście minut przed końcem pętli dzwoniłam, za ile będę, i miałam przygotowaną ciepłą zupę albo herbatę, kawę. Na każdym przepaku spędzałam po około piętnaście minut. Najpierw przebieranie w suche ciuchy, bo w nocy były cztery stopnie." — Beth

Ale kabanos jest dowodem, że to jest indywidualne. Ten sam uczestnik, który radzi nie brać samych słodyczy, akurat kabanosów unika: „znam osobę, która dostała po nich problemów gastro i nie ukończyła setki". Nic z tej listy nie jest rekomendacją — to jest lista rzeczy do przetestowania na treningowym marszu, a nie do odkrycia po raz pierwszy na sześćdziesiątym kilometrze, w nocy, dwieście kilometrów od domu.

Badania z ultramaratonów mówią zresztą to samo co ankieta: problemy żołądkowo-jelitowe to jeden z najczęstszych powodów niedokończenia długich biegów, a w górskich ultra więcej jedzenia stałego szło w parze z szybszym, nie wolniejszym tempem. Przy marszowej intensywności odrobina białka i tłuszczu nie przeszkadza — wchodzi powoli, ale w marszowym tempie pięciu kilometrów na godzinę (dwunastu minut na kilometr) czasu akurat masz pod dostatkiem.

I ta sama zasada, co przy żelach: jedzenie stałe też liczy się do puli węglowodanów. Kanapka nie jest dodatkiem ponad twoją godzinową dawkę, tylko jej częścią.

Na koniec rzecz, która brzmi jak błąd, a jest normą: Setkę kończysz na dużym minusie kalorycznym i tak ma być. Nie da się zjeść tyle, ile spalisz przez dwadzieścia godzin, i nie o to chodzi. Próba nadrobienia tego jedzeniem kończy się nie sytością, tylko zejściem z trasy.

Dzień przed i dzień startu

Start o dwudziestej drugiej robi z dnia startu problem, którego nie ma nigdzie indziej: „śniadanie przed biegiem" wypada wieczorem.

Dwadzieścia godzin Setki: rytm pięciu pętli

Nie tak, że jedziesz na miksturze od startu do mety. Setka dzieli się sama: pięć pętli po dwadzieścia kilometrów, a na końcu każdej stoi jedzenie i twój przepak. Blok liczy się razem z postojem: dwadzieścia kilometrów w tempie nieco ponad pięć kilometrów na godzinę (jakieś 11:15 na kilometr) to trzy godziny czterdzieści pięć minut marszu, plus kwadrans na przepaku — razem pięć bloków po cztery godziny, czyli dokładnie limit. Na jeden blok schodzą dwa flaski — jeden w ręku, drugi w plecaku, a proszek na kolejne czeka odmierzony na przepaku. Potem siadasz i jesz normalnie — a że pula węgli jest jedna, po konkretnym jedzeniu z przepaku pierwszy sygnał budzika przepuszczasz. Tempo w drugiej połowie i tak spada, więc bloki się rozjeżdżają, ale rytm zostaje ten sam.

Pięć pętli Setki Komandosa — pora, strój i jedzenie na przepaku
PętlaPoraStrójNa przepaku
1.  0–20 km22–02mundur + plecak 10 kgwaga na 20. km, potem ciepła zupa i suche ciuchy
2.  20–40 km02–06mundur, bez plecakanajzimniejsza część nocy — coś gorącego, kawa albo herbata
3.  40–60 km06–10dowolnyświta i robi się cieplej, jedzenie wchodzi łatwiej
4.  60–80 km10–14dowolnytu słodkie przestaje wchodzić — przerzuć się na słone
5.  80–100 km14–18dowolnyostatnia prosta: dojeść to, co znasz, nie eksperymentować

Godziny liczone od startu o dwudziestej drugiej, blokami po cztery godziny: około 3:45 marszu plus kwadrans przepaku. Średnia z postojami wychodzi wtedy równe pięć kilometrów na godzinę (12:00 na kilometr) — dlatego w ruchu trzymasz odrobinę więcej. Traktuj to jako rytm, nie rozkład jazdy.

Kwadrans na przepaku to nie strata czasu — to głowa. W środku nocy, przy czterech stopniach, kubek gorącej zupy robi dla twojej gotowości iść dalej więcej niż jakikolwiek żel. To nie są kalorie — to jest kwadrans, w którym siedzisz i jesz jak człowiek, zamiast liczyć kilometry. Jedna zasada praktyczna: jedz na początku postoju, nie tuż przed wyjściem — żołądek dostaje wtedy te kilkanaście minut, żeby ruszyć, zanim ty ruszysz.

Kofeina: trzymaj ją na noc

Setka startuje o dwudziestej drugiej, więc najgorsze przychodzi między drugą a piątą — na najzimniejszej pętli, kiedy ciało dostaje sygnał, że powinno spać. Na to jest jedno legalne narzędzie i warto użyć go z głową.

Nie pal kofeiny, zanim jest potrzebna. Duża dawka na starcie to zmarnowany nabój — o dwudziestej drugiej i tak jesteś przytomny. Pierwszą pełną dawkę weź, kiedy senność realnie uderza, zwykle w środku nocy; drugą trzymaj w odwodzie na ostatnie pętle. Zastrzeżenie dla codziennych kawoszy: nie schodź w dzień startu do zera, bo odstawienie zaboli głową dokładnie na nocnej pętli — poranna kawa zostaje, dopiero potem przerwa.

Masz rytuał kawy przed startem? Trzymaj go. Znany schemat bije optymalny, a małe espresso to nie jest jeszcze twoja nocna dawka. Tylko forma ma być mała: kawa, nie pół litra energetyka — bo to, co wygania ludzi w krzaki na pierwszej pętli, to głównie objętość zimnego płynu wypitego na nerwach, nie sama kofeina. Przy wysiłku jej moczopędne działanie jest w badaniach słabo widoczne.

Dawka: około trzech miligramów na kilogram masy ciała naraz. Przy osiemdziesięciu kilogramach to jakieś 240 mg — dwie mocne kawy albo żele i gumy liczone według miligramów z etykiety; kofeinowe żele mają od 25 do 100 mg, więc „dwa żele" bez czytania etykiety nic nie znaczy. Badania nad pracą bez snu pokazują wyraźną poprawę czujności już od tej dawki; jednorazowo powyżej pięciu–sześciu miligramów na kilogram rośnie głównie trzęsienie rąk i ryzyko dla żołądka, nie forma. Druga dawka w nocy — połowa pierwszej, nie kopia.

A tętno? Kofeina nie wybije cię ze strefy drugiej przez serce — może przez głowę. Na tętno przy spokojnym, marszowym wysiłku działa słabo: kilka uderzeń albo wcale. Za to obniża odczuwany wysiłek, więc po dawce łatwo nieświadomie przyspieszyć. Antidotum: przez godzinę po kofeinie tempo trzymasz z zegarka, nie z czucia. Na maratonie, gdzie intensywność jest wyższa, ta pułapka rośnie.

Forma dowolna, byle przećwiczona. Żel albo guma z kofeiną działa po dwudziestu–trzydziestu minutach; kawa na przepaku dowozi ciepło i kofeinę naraz — dokładnie to, co w tabeli wyżej robi pętla druga. Wrażliwość na kofeinę jest mocno indywidualna, więc jak wszystko tutaj: pierwszy raz na treningu nocnym, nie na biegu.

Jest 4:30, brzuch się przewraca: protokół ratunkowy

Do przepaku sześć kilometrów, żołądek właśnie stanął. Najpierw rozróżnienie: ten protokół jest na zbuntowany brzuch — przelewanie, wzdęcie, mdłości bez głodu. Jeśli objawy są odwrotne — drżenie, watowate nogi, tunelowe widzenie, czyli pusty bak — węglowodanów nie odcinasz, tylko zwalniasz i podajesz to, co przechodzi. Na brzuch masz protokół, nie improwizację:

  1. Stop węglowodany. Nie „mniejsza porcja" — zero, na pół godziny do godziny. Budzik przestawiasz, nie kasujesz.
  2. Zwolnij wyraźnie na kwadrans. Przy spokojniejszym tempie krew wraca do przewodu pokarmowego i żołądek zaczyna oddawać zawartość dalej. To nie jest strata czasu — to jedyna droga, żeby w ogóle dokończyć.
  3. Woda małymi łykami. Nie flask, nie żel — czysta woda z bukłaka, łyk co kilka minut.
  4. Wracaj od małych porcji, nie od syropu. Coś drobnego i słonego — precelek, kawałek bułki — i patrz, co się dzieje. Dopiero potem flask, od połowy porcji.
  5. Wymiotowałeś? Często robi się lżej, ale to nie znaczy, że wracasz do planu. Najpierw woda małymi łykami i kwadrans spokojnego marszu, potem mocno rozcieńczony płyn — jedzenie stałe najwcześniej po godzinie. Jeśli mdłości nie puszczają albo dochodzą zawroty głowy — punkt medyczny, nie bohaterstwo.

Zasada nadrzędna: protokół działa, kiedy reagujesz przy pierwszych objawach. Godzina „może samo przejdzie" to godzina, w której problem rośnie.

Luty i marzec: picie zamarza

Półmaraton jest w lutym, Setka w marcu — noc na trasie potrafi zejść poniżej zera. Pierwsza zamarza rurka bukłaka, bo woda stoi w niej cienką warstwą. Przyda się ocieplina na rurkę i ogrzewacz chemiczny przy zaworze, a po każdym łyku przedmuchaj wodę z rurki z powrotem do bukłaka — pusta nie ma czemu zamarznąć.

Żele na mrozie gęstnieją do konsystencji, której nie wyciśniesz — noś je w kieszeni przy ciele, nie w plecaku. Flask z koncentratem ma tu przewagę: tak stężony syrop zamarza dużo później niż woda. A na przepaku zimą termos z czymś gorącym bije wszystko.

Na koniec dwa pytania do tych, którzy już próbowali. Kabanos na Setkę: tak czy nie? I jeśli kiedyś zszedłeś z trasy przez żołądek — napisz, co jadłeś i na którym kilometrze. Ankieta, z której wyrósł ten tekst, nie pytała o nieukończenia, więc to jest dokładnie ta wiedza, której tu jeszcze brakuje. Odpowiedzi zbieram w społeczności.

Wszystko z tego tekstu testuj na treningu — nic pierwszy raz na starcie.

Źródła

  1. Dawki węglowodanów i brak związku z masą ciała: Jeukendrup 2014, Sports Medicine oraz mysportscience.
  2. Proporcja fruktozy do glukozy: Rowlands i wsp. 2015.
  3. Gęstość roztworu a opróżnianie żołądka (polimer glukozy 4 vs 19 g/100 ml): Vist i Maughan 1995, Journal of Physiology. Napoje powyżej 12 g/100 ml a dolegliwości żołądkowe w triathlonie: Jeukendrup, mysportscience. Napoje od 8% a tempo opróżniania: GSSI SSE #244, Baker.
  4. Trening jelita: Costa i wsp. 2017.
  5. Przewodnienie i picie do pragnienia: konsensus w sprawie hiponatremii wysiłkowej, aktualizacja 2017.
  6. Żywienie w ultramaratonach, jedzenie stałe i kofeina: stanowisko ISSN, Tiller i wsp. 2019.
  7. Bufety, przepaki i pętle Setki: Regulamin X Setki Komandosa (2026).
  8. Jedzenie stałe, kabanosy, zupa na przepaku i głosy uczestników: ankieta Rucking Polska, 65 odpowiedzi, sierpień 2026.
  9. Ceny maltodekstryny, fruktozy, cytrynianu i żeli: Allegro, wrzesień 2026.